Mimo że wciąż nie znamy dokładnego miejsca pojawienia się arabów większość zoologów i historyków przyjęło, że rasa pochodzi z ziem rozciągających się od Syrii i Iraku do Turcji. Wielu ludzi twierdzi też, że historia tych koni zaczyna się w urodzajnych miejscach zwanych "wadi" (suche doliny rzek) w Jemenie, szczególnie prowincji Hadramaut. Ma to związek z wierzeniem, że wszystko co antyczne i autentyczne ma swoje korzenie w Jemenie. Bez względu na różne teorie wszyscy zgadzają się w jednej kwestii - przełom w rozwoju arabów miał miejsce tam, gdzie obserwowano migracje Beduinów i co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości.
Beduini są najstarszymi znanymi hodowcami, jedynymi w tamtych czasach. Innymi słowy - osoba posiadająca jakiegoś konia arabskiego musiała otrzymać go od Beduina, innej osoby, która otrzymała go od Beduina lub osoby, która otrzymała go od osoby, która... No, wiecie o co chodzi :D Konie, które wyhodowane zostały przez inne społeczeństwa nomadów i im podobnych (np. Czeczenów, Turkmenów, Kurdów lub Lurów) nazywano "hajeen", czyli "obcy" lub "zmieszany z obcym". Nie uważano ich za konie czystej krwi. Skoro Beduini byli pierwszymi i jedynymi hodowcami, mają wyłączne prawo do identyfikowania koni i określania standardów rasy, czyli cech, które araba czynią arabem. No właśnie... A co czyni? Jaki musi być koń arabski, żeby mógł być określany jako "asil", czyli najczystszy z możliwych?
Pierwszy warunek - Asalah
Oznacza "autentyczność" i "czystość". Określenie asil jest tak ważne i jednocześnie oczywiste, że w pewnym sensie używanie słów "asil arabian" wydaje się po prostu idiotyczne. Dla nas (szarych hodowców Zachodu) określenie "koń arabski" wcale nie jest jednoznaczne z koniem arabskim czystej krwi. Wiadomo, że mieszanek jest pełno. Wyobraźcie sobie rozmowę z Beduinem-hodowcą, w której próbujecie powiedzieć mu, że wasz koń jest koniem arabskim, bo ma w sobie aż 99,9% arabskiej krwi. Zapewniam was, że pęknie ze śmiechu. Badania genetyczne, szperanie w rodowodach, wyliczanie procentów... to wszystko u nas. Dla nich ASIL = ARAB i odwrotnie. Twój rumak ma mniej niż 100%? Przykro nam, to podróbka.
Koń arabski z domieszką krwi innej rasy (nawet jeśli to tylko 0,01%) przestaje być koniem arabskim. Takie osobniki nazywano "kadish", czyli "kundel". Wyraz pochodzi od arabskiego "qateesh", co oznacza "tego, który jest odcięty (od czegoś)". Kadish jest wynikiem połączenia obcego konia (hajeen, patrz wyżej) z asilem. Skutkuje to przerwanie linii czystej krwi, a to już nieodwracalne. Raz przerwana linia traci czystość na wieki i nawet ponowne łączenie nie-asila z asilami przez 20 pokoleń nie pozwoli na naprawienie sytuacji. Jest to sprzeczne z naszymi nowoczesnymi teoriami, że wpływ obcej krwi genetycznie przestaje mieć znaczenie po pięciu pokoleniach. Ale to nie jedyna różnica między nami i Beduinami. Kolejną jest fakt, że w naszych realiach koń czystej krwi może być bez problemu stworzony przez człowieka, częściowo nawet przez wprowadzenie obcej krwi w celu udoskonalenia rasy lub stworzenia nowej (tak jak to było w przypadku folblutów). Pula genetyczna daje wiele możliwości. Jedna rasa łączona jest z drugą przez długi czas. Tak długi, że z tych dwóch ras powstaje trzecia, całkiem nowa. Skutek? Tworzymy księgę hodowlaną "świeżej" rasy, też całkiem nową. A nasz konik (który jest mieszańcem, bo przecież powstał z dwóch różnych ras) staje się koniem czystej krwi! Kojarzycie WAHO? Jeśli myśleliście, że w akceptowanych przez organizację księgach znajdują się same 100% araby, chyba właśnie wyprowadziłam was z błędu.
Beduini utrzymują, że asil nie może zostać ani stworzony ani ulepszony przez człowieka. Jako hodowca może on jedynie pracować nad zachowaniem czystości rasy i przedłużeniem linii. Oznacza to ścisłą ochronę istniejącej puli genów koni arabskich i zapobieganie wpływom jakichkolwiek innych koni, które bezpowrotnie zniszczyłyby istniejące linie.
Drugi warunek - Rasan
No dobra, ale skąd Beduini wiedzą, że konkretny arab to asil? To pytanie prowadzi nas do drugiego pojęcia jakim jest "rasan", czyli "linia". Każdy arab ma swoją linię dzięki której możemy go zidentyfikować. Koń bez takiej linii nie ma prawa należeć do "społeczeństwa" koni arabskich. W skrócie - rasan istnieje tylko w królestwie asila, nigdy poza nim. Przykład: mamy klacz czystej krwi linii Saqlawi. To oczywiście asil. Krzyżujemy ją z angloarabem. Linię dziedziczy się po matce, a więc... Czy potomek to wciąż Saqlawi? NIE. Wprowadziliśmy obcą krew (hajeen) i wyszedł nam mieszaniec (kadish). Mimo że krew arabska jest dominująca, to już nie jest arab.
Linie zazwyczaj są mieszankami imion (Kuhaylan, Saqlawi, Dahman, itd.), które pomagają Beduinom identyfikować konie lub wyśledzić ich pochodzenie. To ułatwia określenie czy dany arab to asil czy nie. Linie funkcjonują trochę jak nazwiska u ludzi; różnica jest tylko taka, że my dziedziczymy je po ojcu, a konie po matce. Dlaczego tak jest? To już chyba temat na osobny artykuł. Póki co wystarczy wam wiedzieć, że nie oznacza to wcale, że Beduini - w kwestiach genetyki - uważali klacze za lepsze od ogierów.
Trzeci warunek - Marbat
Czy sama linia wystarczy do stwierdzenia, że koń jest czystej krwi? Otóż nie! I tu z pomocą przychodzi nam "marbat" (l.mn. marabet), który jest czymś w rodzaju odłamu, odgałęzienia od głównej linii. Marbat dosłownie oznacza "(miejsce) gdzie linia - lub lina - jest przywiązana". Funkcjonuje jako imię indywidualnej osoby, rodziny lub klanu, któremu przypisuje się wyhodowanie danego konia. Rasan (linia) i marbat (odłam) połączone ze sobą nadawały zwierzęciu tożsamość w czasach, gdy pisane księgi stadne czy badania DNA nie istniały. Gdy koń zmieniał właściciela, co zresztą często się zdarzało, tworzył się nowy marbat, a stary zanikał. Jeśli stary marbat mimo wszystko był bardziej rozpoznawalny niż nowy udawało mu się przetrwać, a przy większym szczęściu nawet zostać częścią głównej linii. Nowy marbat potrzebował czasu, by zaistnieć, więc w takim okresie przejściowym zazwyczaj używano go na równi ze starym.
Słyszeliście o Managhi?***
Może ten przykład rozjaśni wam trochę jak to dokładnie działało. Wskoczy tutaj trochę dziwnych nazw i imion, więc skupcie się, a zrozumiecie :D Managhi to dość sławna wśród Beduinów linia. Jednymi z najsłynniejszych hodowców byli ludzie z klanu Hudruj (lub Hadraj) należącego do plemienia Amarat. Tak jak w większości przypadków stworzony tam odłam przejął nazwę głównej linii oraz nazwę klanu i tak powstała linia Managhi Hudruji, co tłumaczymy po prostu jako Managhi z klanu Hudruj. W miarę upływu czasu konie z tej linii stawały się własnością innych ludzi z innych miejsc. Rozmnażały się i tworzyły nowe odłamy. Jedne z nich zyskiwały popularność, inne nie. Najsłynniejsze konie Managhi Hudruji posiadał niejaki Ibn Sbeyel z plemienia Sbaa. Jego klacze były uważane za najszybsze, a ogiery za najbardziej urodziwe. Abbas I Pasza (klik) w swoich rękopisach (można je kupić, polecam! klik) opisywał jednego z nich: "Żrebiec, urodzony w tym roku, matka ostatnią wspomnianą klaczą; ojciec Muniqi Hadraj należący do Ibn Sibila z Sab'ah". Oba odłamy użyte zostały do identyfikacji potomka.
Kilkadziesiąt lat później sława odłamu wciąż nie malała i konie Managhi Hudruji należące do Ibn Sbeyela nazwano Managhi Sbeyli, czyli po prostu "Managhi od Ibn Sbeyela". Do tego czasu były bardziej rozpoznawalne niż marbat, z którego się wywodziły, więc nawiązanie do klanu Hudruj zniknęło z nazwy. Ibn Sbeyel nie był jedyną osobą, która przejęła konie z tego klanu. Ibn 'Ufaytan z plemienia Shammar również otrzymał wierzchowce z tego samego źródła. Różnica jest taka, że marbat Ibn 'Ufaytana nigdy nie zyskał większej popularności niż Hudruj, mimo że należały do niego (i wciąż należą!) wspaniałe konie. Nie myślcie, że Ibn 'Ufaytan nie próbował przemianować swoich Managhi Hudruji na Managhi 'Ufaytani. Nie miało to jednak żadnego sensu. Ludzie i tak zawsze pytali o ich oryginalne pochodzenie w nosie mając ich ówczesnego właściciela. Hodowca nigdy nie miał szans na "pozbycie się" śladów klanu Hudruj.
Ponad trzema warunkami czystości - Shubuw
Podsumowując poprzednie informacje rasan i marbat są potrzebne Beduinowi do określenia Asalah, czyli czystości konia, a więc tego czy jest prawdziwym arabem czy nie. Są jednak przypadki, w których czystość nie może być stwierdzona ze 100% pewnością. Często jest to wynikiem braku lub niekompletności informacji oraz sprzecznych danych podawanych przez Beduinów na temat faktycznego pochodzenia konia, jego linii i odłamu. W takich sytuacjach koń oraz jego potomstwo określane są jako asil jedynie tymczasowo, aż do wyjaśnienia wątpliwości. Co dzieje się wtedy z takim osobnikiem? Jeśli jest to ogier, ma całkowity zakaz krycia klaczy. Jeśli jest to klacz, może się rozmnażać, ale jej męskie potomstwo już nie. I tu pojawia nam się kolejne pojęcie jakim jest "shubuw", co znaczy "być rozmnażanym / kojarzonym w pary" od arabskiego "shabby, czyli "rozmnażać".
Rozbieżność informacji podawanych przez dwa różne plemiona i trudność w ich przekazywaniu w warunkach pustynnych pokazują nam dlaczego jedna linia lub odłam była hodowana wyłącznie w jednym miejscu. Przykłady? Linie Tuwaisan, Jallabi czy Wadnan żyły tylko na wschodzie. Haifi i Mimrah tylko na zachodzie. Dlaczego? Żeby nie było potrzeby przekazywania informacji o nich, bo to groziło pomyłkami lub, co gorsza, całkowitym "zgubieniem" wiedzy. A pomyłki mogły mieć poważne skutki, bo nasz czysty arab mógł przez nasze niedopatrzenie wynikające z niewiedzy wydać na świat nieczyste potomstwo.
Jak to mówią... każdy kij ma dwa końce i niestety słabe skutki i tak w końcu się pokazały. Jasne, odróżnianie konia shubuw (którego można rozmnażać) od nie-shubuw (którego nie można rozmnażać) zapobiegło powstawaniu niepożądanych mieszanek. Ale niestety przyczyniło się także do częściowych strat. Objaśniam. Przykładowa sytuacja. Mamy dwa ogiery, pod względem jakości przekazywanych genów jeden (nazwijmy go ogierem A) jest lepszy od drugiego (ogiera B). Jesteśmy pewni, że nasz gorszy ogier B jest koniem czystej krwi, tak więc nie ma żadnych przeszkód w hodowli. Asil i do tego shubuw, no lepiej być nie może. Ale chwileczkę, przecież ogier A może dać potomstwu lepsze geny, wykorzystajmy go! Grzebiemy w posiadanych informacjach, rozmawiamy z hodowcami... I nagle pokazuje nam się jakaś maleńka nieścisłość. Nieścisłość, która uświadamia nam, że jest jednak szansa na to, że nasz super ogier A nie jest wcale taki super. Nie jesteśmy pewni, czy jego krew jest w 100% czysta, tak więc nagle dla nas jest to asil tymczasowy (aż do wyjaśnienia) i nie-shubuw, a to znaczy, że nie może pokryć żadnej klaczy. Logiczne? Tak, tylko że tym sposobem przez lata zmarnowały się miliony świetnych genów, które być może miałyby wpływ na dalsze losy rasy.
W teorii żadna linia czy odłam nie jest lepsza od innych. Pod względem czystości są sobie równe. Mimo tego istniała pewna hierarchia, która odzwierciedlała indywidualny gust hodowcy, jego upodobania, sentyment do danej linii, opinie ludzi i przede wszystkim społeczną i polityczną pozycję beduińskich klanów i plemion.
***Linię Managhi jako przykład wybrałam nie bez przyczyny. Niestety są ludzie, którzy uważają, że Managhi Hadraji i Managhi Sbeyli to dwie nie mające ze sobą nic wspólnego linie, a w rzeczywistości druga jest "podzbiorem" pierwszej (nie odwrotnie!).